Wakacyjne bazgroły

No cześć. 

Na rozpoczęcie tego posta chciałam od razu przeprosić za nieobecność związaną z wyjazdem. Postanowiłam w końcu "nakarmić" bloga nowościami.. 



Przedstawiam zatem moje dwa szkice wykonane na wakacjach. 
Nic wielkiego. Ale przynajmniej nie wyjechałam z pustymi rękoma.





 Widok kościoła z balkonu 




Podczas pochmurnego dnia nad wodą. Efekt jest, ale w grę wchodzi męcząca walka z wiatrem (dowód po prawej stronie kartki). Tym razem dałam odpocząć sepii i wybrałam czarny zamiennik.




A oto Wasza Biała Dama =)






I pyszna kawa. Po prostu nie mogłam tutaj jej nie wstawić.





Żegnam Was deszczem i piorunami zza okien,
Aiko




Pisaki Faber Castell

~*~


Co prawda, pisaki dostałam jakiś miesiąc temu, a ich test został wykonany na początku lipca, ale są tak świetne, że głupio by było nie napisać.




 Faber Castell 4 pitt artist pens to cienkopisy, które mają służyć zamiast ołówka. W opakowaniu znajdziemy 4 takie sztuki, ułożone od najcieńszego do najgrubszego (S, F, M, B). Na zdjęciu na dole S i F zostały pomylone, za co przepraszam.





Chyba nie mogę przyczepić żadnej wady tym pisakom. Wolę je od ołówków (do nich mam jakiś taki dziwny uraz... nawet nie wiem czemu), przyjemnie "rozpływają się" na chropowatym papierze, a najlepiej sprawdzają się do szybkich szkiców.












Gdybym miała wybierać pomiędzy czarnymi a w kolorze sepii... minimalnie, a wybrałabym sepię. Ostatnie prace wydają mi się nieco delikatniejsze, a zarazem ładniejsze. Chyba już mówiłam, że najbardziej lubię rysować budowle. 

Coś czuję, że niedługo nie będę mogła się od nich obejść =D


~*~

Co raz więcej wyświetleń.. to w ogóle ktoś wchodzi na tego bloga? Aż się zdziwiłam =D
Postanawiam trochę zmodernizować bloga, więc spodziewajcie nowego wyglądu!


~Miłego wieczoru jeszcze życzę w ten przyjemny dzień
   Aiko







Słoneczniki + nowa kolekcja!

Upał. Jedyne pocieszenie to takie, że ma się usprawiedliwione lenistwo i bezgraniczny chillout ^^  Ostatecznie ratuję się wodą z lodem i słodyczami.

Dzisiaj post krótki i na temat.


Wstawiam swoją pracę wzorowaną słonecznikami Van Gogha. Niezwykle przyjemnie zaczynało mi się, tworzyło i kończyło ten rysunek - pewnie za sprawą dużego, wygodnego formatu jak i mojej (prawie) ulubionej pasteli .  

Widać w nim fragmenty mojej preferowanej dynamiczności, a z racji że mamy lato, podkręciłam im nieco kolor.







Uważam tą replikę za udaną.


~*~
Ostatnio zaczęłam dalej próbować farb olejnych. Zapowiada się kolejna kolekcja! 
Tym razem w ciemniejszych, może bardziej życiowych barwach, ale z pewnością nie będzie smutno i ponuro. 
Z racji, że kocham koty, przedstawiam zatem początki serii o więzi kocio-ludzkiej =)


 

Po prostu człowiek w perspektywie kota =)
Przewiduję około 7-miu takowych obrazów. Tworzenie może się ciągnąć, ale obiecuję, że jeszcze wstawię post z postępu malowania. 



Życzę miłego, schłodzonego wieczoru,
~Aiko

Coca-Cola, moje początki z hiperrealizmem

Na ogół jestem poukładanym człowiekiem. Jednak nie w sztuce. 


Często tworzę kilka rysunków naraz - zmęczona jednym, przechodzę do drugiego. To samo jest z formą. 
Tak chwilowo znużona akwarelami, rozsiadłam się i ostatecznie sięgnęłam po butelkę mojej ulubionej Coca-Coli Zero. Wzięłam łyk, dopiero później odkryłam w niej coś ciekawego. I nie chodzi tu o smak, coś interesującego ze strony materialnej, widocznej. To mnie zaintrygowało. Wzięłam kartkę i zaczęłam rysować.

Wielokrotnie oglądałam filmiki ilustratora Marcello Barenghi. Zawsze zadaję sobie pytanie "Jakim cudem?". To jest niesamowite. Na szczęście, nie potrzeba do tego jakiegoś hiperrealistycznego talentu, jedynie sprawnej artystycznie ręki i sokolego wzroku. 
Ciekawych zapraszam na jego kanał na YT tutaj.

To chyba jasne, że im więcej szczegółów (cieni, ujętych fałd - oczywiście prawdziwych, nie zmyślonych) tym lepszy efekt. Ważną rolę w takim rysowaniu sprawuje kolor. Jeśli się nie uchwyci prawdziwej barwy, rysunek będzie się wydawał sztuczny.


~*~

Coca-Cola
W moim wydaniu

Ach... tylko te cienie...

Zwykle czasu rysowania nie liczę, ale tu zrobiłam wyjątek. Cola zajęła mi coś około 1 godziny 45 minut. 
Użyłam prostych, starych jak świat ołówkowych kredek i pisaków. Nie przepadam za nimi, ale rysowałam z przyjemnością =)


A teraz jako ciekawostka. Szperałam po komputerze i znalazłam swoje naprawdę pierwsze  hiperrealistyczne "dzieło" z zeszłego roku. 


Różnicę raczej widać.


To tyle na ten temat. Do zobaczenia w następnym poście! ^^









^