Coca-Cola, moje początki z hiperrealizmem

Na ogół jestem poukładanym człowiekiem. Jednak nie w sztuce. 


Często tworzę kilka rysunków naraz - zmęczona jednym, przechodzę do drugiego. To samo jest z formą. 
Tak chwilowo znużona akwarelami, rozsiadłam się i ostatecznie sięgnęłam po butelkę mojej ulubionej Coca-Coli Zero. Wzięłam łyk, dopiero później odkryłam w niej coś ciekawego. I nie chodzi tu o smak, coś interesującego ze strony materialnej, widocznej. To mnie zaintrygowało. Wzięłam kartkę i zaczęłam rysować.

Wielokrotnie oglądałam filmiki ilustratora Marcello Barenghi. Zawsze zadaję sobie pytanie "Jakim cudem?". To jest niesamowite. Na szczęście, nie potrzeba do tego jakiegoś hiperrealistycznego talentu, jedynie sprawnej artystycznie ręki i sokolego wzroku. 
Ciekawych zapraszam na jego kanał na YT tutaj.

To chyba jasne, że im więcej szczegółów (cieni, ujętych fałd - oczywiście prawdziwych, nie zmyślonych) tym lepszy efekt. Ważną rolę w takim rysowaniu sprawuje kolor. Jeśli się nie uchwyci prawdziwej barwy, rysunek będzie się wydawał sztuczny.


~*~

Coca-Cola
W moim wydaniu

Ach... tylko te cienie...

Zwykle czasu rysowania nie liczę, ale tu zrobiłam wyjątek. Cola zajęła mi coś około 1 godziny 45 minut. 
Użyłam prostych, starych jak świat ołówkowych kredek i pisaków. Nie przepadam za nimi, ale rysowałam z przyjemnością =)


A teraz jako ciekawostka. Szperałam po komputerze i znalazłam swoje naprawdę pierwsze  hiperrealistyczne "dzieło" z zeszłego roku. 


Różnicę raczej widać.


To tyle na ten temat. Do zobaczenia w następnym poście! ^^









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^