Ostrokrzew kolczasty w świątecznym wydaniu

Cześć. Nie wiem jak Wy, ale ja zaczęłam już odliczać dni. Nie do Świąt - one same przyjdą z tym swoim tchnieniem i zapachem pierników - ale do końca dni szkolnych w kończącym się roku 2016, a zostało ich tylko dwa. Jeszcze dwa dni wstawiania na 8 i 7 rano, a później luz.Wydaje się to być do przetrwania 😉
Wygrzewając się tymczasem pod kocykiem i łyk za łyczkiem popijając cynamonową mokkę, chciałabym poinformować, że mam dla Was prezent!
Wczoraj wieczorem na przestrzenie Youtube'a trafiła świąteczna wersja tutorialu! Mile Was zachęcam do obejrzenia progresu rysowania ostrokrzewu kolczastego, a po ludzku - zapewne przez każdego słyszanego angielskiego holly. Bierzcie więc kawę (czy kto co tam lubi) i rozkoszujcie się ostatnią resztką dnia razem ze mną! 😊


Komentatorzy, obserwujący i wszyscy czytelnicy Atelier! Dziękuję, że tutaj jesteście. Przeglądając statystyki z zeszłego roku widzę, że naprawdę jest co porównywać. Mamy końcówkę 2016, czyli minęło już półtora roku od założenia bloga. W ciągu tych lat udało nam się uzyskać prawie 12,500 wejść - nie chciałabym rozkminiać czy to dużo czy mało. To jest informacja dla mnie, że strona zrobiła w tym czasie ogromny postęp. Rozrosła się również moja działalność - odnośnikiem do Atelier stał się m.in. Facebook, Youtube i Instagram.
A to wszystko Wasza zasługa! 

Z pewnością to mój ostatni post przed 24.12, tym samym życzę Wam moi mili czytelnicy jeszcze raz Wesołych Świąt! Abyście swój czas wolny spędzili zgodnie ze swoimi planami, aby pierniki smakowały, a prezenty były trafione i udane 😊
Dla podkręcenia świątecznego nastroju polecam obejrzeć speed drawing raz jeszcze 😊
(Ledwie co odkryłam te emotikonki, a już zdążyłam się w nich zakochać.)





Praktyczne 2 w 1, czyli Brushpen Kuretake + BARDZO ważna nota

Cześć. Podejrzewam, że znaczna większość z Was zdążyła już się obeznać z nowym wyglądem strony. Trochę pogrzebałam, poogarniałam parę spraw czcionkowych i mamy fiolet. Kolor u jednych bardzo rzuca się w oczy, taka wręcz fuksja, to zależy od ekranu. Na moich urządzeniach akurat widnieje ciemniejsza wersja :) 

Chciałabym Wam powiedzieć o bardzo ważnej rzeczy również zastosowanej na blogu. Mianowicie chodzi o inny sposób komentowania. Zainstalowałam na stronie zewnętrzną platformę Disqus. Wiem, że są osoby, które chciałyby skomentować post, jednak nie mają konta Blogger, Google, czy własnej strony. Disqus oferuje możliwość wyrażenia swojego zdania poprzez m. in. Facebooka - w wycinku 'Zaloguj się za pomocą' klikamy odpowiednią ikonkę, która przenosi nas do okienka logowania do FB. Gdy już wpiszemy dane, pojawia się informacja o platformie, a wtedy wystarczy tylko kliknąć 'Kontynuuj jako'. Teraz możemy skomentować post jako 'my' z Facebooka (nawet z własnym zdjęciem!). 

Mamy wiele możliwości wypowiedzenia się, możemy też najzwyczajniej założyć konto w Disqus (wycinek 'Zarejestruj się w Disqus') i nim działać. Istnieje także wersja dla tych, którzy wolą pozostać anonimowi. Wpisujemy swoje imię oraz e-mail (niewidoczny dla nikogo!) i na dole zaznaczamy kwadracik 'Wolę pisać jako gość'. Nie ukrywam, że pierwsza wersja jest lepsza, gdyż przy drugim i kolejnym komentowaniu nie trzeba wpisywać swego adresu mailowego, a jedynie kliknąć ikonkę Disqus'a 
i zalogować się. 
W 'komentatorni' Bloggera również można było coś napisać anonimowo, ale faktycznie, wiele osób nie wiedziało nawet, że taka opcja istnieje. Dzięki nowej wersji mamy ułatwione zadanie, ba, nawet własne imię czy nick możemy wpisać! :)

Chcę zrobić eksperyment i zobaczyć, jakie strona odniesie sukces. Naprawdę genialną rzeczą jest prawda, że blog przestanie być rozwiązaniem innych do reklamowania się, a zacznie być miejscem osób, które RZECZYWIŚCIE chciałyby podyskutować :)

Jeszcze jedyna, ostatnia, ostateczna rzecz odnośnie tego i zaczynam temat zaplanowany na dziś.
Wszystkie gościnne komentarze, zanim pojawią się na stronie, są przeglądane i moderowane przez Admina.
 Czyli mnie :)


Czy ktoś jeszcze miał już do czynienia z tymże cudem? Ten niepozornie wyglądający przedmiot zawiera w sobie dwie rzeczy: pisak i pędzel. Kochani, przedstawiam wam zestawkę słowną niczym z piosenki o długopisowym-ananasie czy jabłkowym-długopisie. Szanowni państwo, oto BRUSHPEN.

Kuretake Zig Clean Color Real Brush to dokładniej pisak z pędzelkowatą końcówką wypełniony tuszem na bazie wody. Zapewne wiecie, na jakiej zasadzie maluje się kredkami akwarelowymi - najpierw rysujemy na papierze kreski, następnie rozmazujemy je pędzelkiem z pomocą wody. Także tu nie jest inaczej. Ułatwieniem jest dla nas zakończenie pisaka, które przychodzi nam z pomocą, jeśli chcemy nakreślić na wodzie coś jeszcze.
Zamykając brushpen możemy mieć pewność, że nic z koncówką się nie stanie.


Pisaki po rozwodnieniu działają jak akwarele, więc oczywiście najlepszym dla nich papierem byłby 
papier akwarelowy. 
Brushpeny są z pewnością bardziej dokładne od farb. Ponadto szybciej się nimi pracuje. Jedyne z czym bym się nie zgodziła, to podobno łatwe łączenie kolorów. Barwy łączą się ze sobą sposobem malowania 'na wodzie', ale postawienie dwóch krech i dopiero działanie z wodą daje rezultat typu 'dwie kreski plus rozmyta aura wokół'. Dlatego w przypadku malowania tymi pędzelkami, postawiam na monochromatyzm.

Zainteresowani brushpenami tej firmy, najprostszym sposobem dostaną je przez internet. Dostępne są też w nielicznych sklepach plastycznych. Ja moje cztery kupiłam za bon do malutkiego sklepu w Częstochowie :) Jednakże wybór kolorów nie był tam zbyt obfity, szczególnie w porównaniu do stron, które oferują nam do 80-ciu rodzajów tychże pisaków. Cena jednego to najczęściej 10 złotych z groszami.

Brushpeny całkiem nieźle współgrają z cienkopisami i normalnymi pisakami. Ta cecha akurat jest ważna dla mnie i moich rysunków :) Zresztą, możecie je obejrzeć pod spodem.


Jak na razie, przy rysowaniu pisakami Kuretake najbardziej odnajduję się w kwiatach :) 
Szczerze powiem, że aż mnie zabolało gdy weszłam w statystykę bloga. Teraz muszę się tylko wystrzegać by strona nie upadła i brać się do roboty.
Piszcie, co tam u Was, jakie jest Wasze zdanie o Brushpenach, może już kiedyś mieliście z nimi do czynienia, albo macie do teraz? Koniecznie wyraźcie swoją opinię o Disqusie! No i wpadajcie na fejsa :).

Aiko



Siedząc na schodach

Cześć. Ostatnio dokonałam zakupu statywu do telefonu, z którego jestem bardzo zadowolona. Dzięki temu urządzeniu mogę swobodnie nagrywać swój progress bez obawy o wstrząsy. Myślę że to czas, by nareszcie wzmocnić swoją działalność na YouTubie!

Pierwszy z tutoriali wykonany z użyciem tego statywu pojawił się już wczoraj na kanale. Robienie Speed Drawingów to świetna rzecz, można się genialnie zrelaksować przekształcając dwugodzinny film w 2-minutowy. Szczerze, najtrudniejszy etap to... dobór utworu muzycznego. Ostatecznie zdecydowałam się na jedną z piosenek Linkin Park.




Wypróbowałam nowy papier akwarelowy, formatu A4. Jego faktura jest mocno pofałdowana, przed rysowaniem miałam wątpliwości, czy oby na pewno będzie się na nim dobrze pracować pisakami. Ku mojemu zdziwieniu okazał się fantastyczny i teraz jestem przekonana, że aby praca lepiej się prezentowała, warto czasem zainwestować w lepszy papier. 
Zapomniałabym wspomnieć, że na rysunku jestem ja :))

Prawdopodobnie następnym razem przyjdę z cudownymi pastelami, które wygrałam w konkursie i paroma innymi nowo zakupionymi drobiazgami. 

Jestem naprawdę ciekawa, co uważacie o nowym Speed Drawingu. Pamiętajcie, że jeśli nie jesteście posiadaczami konta Google, zawsze możecie skomentować post anonimowo :) 
Tym samym zapraszam również na Facebooka, gdzie zwykle noty pojawiają się wcześniej oraz na kanał YT! Trzymajcie się i piszcie, co tam u Was! ♥



Gdańsk z pamięci mojej i USB

Cześć! Wczoraj chwyciłam za pisaki i znalazłam pendrive z Gdańska :'3 Tym razem zadowolę architekturą. Zapewne większość z Was już zobaczyła te prace na Facebooku, 
ale standardowo przenoszę wszystko na bloga.
Pozdrawiam gdańszczan!





W co oprawić pracę?


Cześć wszystkim. Jako że nadal jestem w toku pracy z nauką (i malarstwem), to pozwolę sobie napisać coś relaksującego na bloga. Czasem takie rzeczy naprawdę potrafią mnie odprężyć.

Dzisiejszy post będzie notką informacyjną zwłaszcza dla osób, które mają niebawem w planach oprawienie swojego bądź czyjegoś rysunku/malunku - porozmawiamy o sposobach, jakimi można to zrobić
i podpowiem trochę o właściwym dobieraniu kolorów, aby dzieło prezentowało się jak najlepiej.

Muszę się przyznać, że sprawami "technicznymi" mojej działalności, tzn. wszelakie oprawy, zajmuje się moja mama. Z tego co wiem, bardzo lubi tą pracę, więc obecnie nie mam argumentów, czemu bym miała jej tego zabronić ^^ Tak czy inaczej chcę właśnie ładnie zaaranżować fakt, iż z wszelakich opraw jestem raczej noga. Zajmijmy się więc sferą estetyki.

Z tego, co mi wiadomo, są znane - uwaga - aż dwa sposoby na oprawę pracy. To raczej nie jest problem wybrać, w CO oprawić. Większe komplikacje pojawiają się przy DOBORZE drugiej z nich, ale na razie zajmijmy się pierwszą opcją.

Antyrama

Antyramę możemy kupić w dwóch wariantach - szklaną
lub plastikową, tzw. plexi. Mimo, że szklana powinna wydawać się droższa ze względu na materiał wykonania, można trafić na ceny dość porównywalne. Z dostępnością nie jest trudno - można ją kupić przez internet, w sklepach plastycznych czy budowlanych. 

Antyrama, choć głównie stosowana przy oprawie fotografii, jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla prac na papierze, które niekoniecznie potrzebują dodatkowej ozdoby ramy, a także tych wystawianych na wystawy, jak i przeznaczonych do pomieszczeń w stylu nowoczesnym. 

Ja również używam plastikowej antyramy jako formę zabezpieczenia rysunku, kiedy ten jest w drodze do właściciela. Wtedy mam pewność, że nic z pracą się nie stanie. 
Tani i skuteczny sposób :)

Prosta w montażu, obraz "zamykamy" poprzez 
zapinanie klipsów.

[źródła zdjęć: tytułowe - Pixabay,
Google Grafika: antyramarys. w antyramieramyobraz w ramiepasse partout]




Drugą z możliwych opcji, jest standardowe oprawienie ramę.


Tutaj możemy oprawić na dwa sposoby: dla prac
na kartce wybieramy ramkę z szybką, a dla tych na płótnie - bez szybki.

Rama nadaje dziele tradycyjne tchnienie oraz - często
w przeciwieństwie do zwykłej antyramy - dopracowany wygląd. Obraz będzie wyglądał w niej wyśmienicie, jeżeli w pomieszczeniu znajdują się drewniane meble.

Ram powszechnie już jak antyram nie znajdziemy. Można je kupić w nielicznych sklepach plastycznych,
ale największy wybór na pewno mamy w sklepach zajmujących się taką oprawą. To jest najwygodniejsza wersja - wybieramy ramę, zostawiamy pracę, maksymalnie za tydzień gotowe. Z pewnością przynajmniej jedna taka pracownia powinna
znajdować się w mieście.

Ramy zazwyczaj bywają droższe od antyram, jednak gdy naprawdę chcemy "uszlachetnić" swój obraz, powinniśmy trochę zainwestować. Odpowiednio dobrana potrafi naprawdę wydobyć z pracy "to coś".



Czego użyć, jeśli jeszcze bardziej chcielibyśmy uwydatnić szczegóły naszego dzieła?
 Polecam passe-partout.

 Passe partout to kartonowa ramka przeznaczona
do oprawy rysunku przed oprawą w ramę. W rezultacie praca jest jakby podwójnie oprawiona. 

Passe partout jest genialnym pomysłem, jeśli myślimy
o szczególnym wyeksponowaniu naszego rysunku. Można je kupić we wcześniej wymienionych sklepach, a także
w internecie. Koszt takiej ramki nie jest drogi.Kiedy akurat mam w sprzedaży jakąś pracę, często używam triku "fałszywego" passe partout.

 Najpierw kupuję antyramę trochę większą od wielkości pracy.
Przycinam odpowiedniego koloru brystol do rozmiaru antyramy. Komponuję wszystko razem. Efekt jest taki, że spoza rysunku "wystaje" kolorowy brystol. W sumie, nie ma to nic wspólnego z ramką, ale rezultat jest tak samo dobry jak przy prawdziwym passe partout. Oczywiście to tylko alternatywa dla oryginalnego, jeśli nie potrzebujemy specjalnie zainwestować w oprawę. Choć i tak prace najlepiej prezentować się będą
i w ramie, i w passe partout :)

Jak to wygląda? Oto jeden z moich o obrazów, powieszony na ścianie:


Teraz rozpiszę się trochę o najczęstszym dylemacie podczas oprawiania, czyli którą ramkę wybrać.
Otóż, podczas wybierania ramy, powinniśmy kierować się dwoma zasadami: ma ona pasować zarówno 
do otoczenia, w jakim obraz ma się znaleźć, jak i do samego dzieła. 
Najpierw musimy zastanowić się, z czego mamy zrobione meble. Warto też pomyśleć o kolorze ścian 
i dodatkach. Z taką świadomością o wiele łatwiej jest dobrać odcień ramy.
Drugą sprawą jest dobieranie oprawy do rysunku czy malunku. Moja strategia jest taka: proszę panią 
w sklepie o wybranie brązowych (akurat taka barwa mebli) ram o takich i takich wymiarach. Eliminujemy ramy ozdobne, gdyż te nadają się głównie do fotografii lub raczej nietypowych dzieł.
Ok, kilka ramek przyniesionych. Teraz najlepszym sposobem jest przystawić je do obrazu i wybrać o takim odcieniu, który ma odpowiedź na pracy. Staramy się, żeby oprawione dzieło nie wyglądało mdło, więc najlepiej odnosić się do rzadziej użytego koloru. 
Przykład mamy u góry. Wyobraźcie sobie tą pracę w beżowej ramie. No właśnie. Gdyby nie ciemnobrązowe passe partout, praca całkowicie wtopiłaby się w ścianę.
Ruda rama znajduje swoją odpowiedź m. in. w dachu kościoła.



Mam nadzieję, że dzięki tym wskazówkom nie będziecie mieć już więcej dylematów z doborem oprawy.
Jakieś pytania, to pytać. Chętnie na nie odpowiem! :)
Na razie!







#5 Koci szkicownik

Hej, ja tu z kotami.




Dwa Mikusie już na Facebooku.

Zapowiedź słoneczników.

Jestem silnie związana z farbami olejnymi. Pamiętam ten dzień, w którym otwarłam pierwszą z nimi skrzynkę i natychmiast dotarł do mnie ich zapach mówiący - jesteś moja. 
Już nie uciekniesz.
I jakoś to nadal działa.To było prawie półtora roku temu.

Lubię kwiaty. Lubię kwiaty, choć nie umiem się nimi doskonale zająć. Lubię kwiaty balkonowe, doniczkowe, do wazonu. Maki, róże, pelargonie. A wiem również, że wy lubicie jak kwiaty maluję. To co, może dzisiaj kwiatki polne?


Na dzisiaj tylko zapowiedź. Wymyśliłam sobie obraz składający się z czterech płócien. Dwa już ukończone. Teraz wystarczy Wam tylko czekać na dwa kolejne ☺


Nigdy nie myślałam że przyjdzie mi malować na tak chropowatych płótnach. Czemu jak trafię na cudowne, grube i solidne, to od razu takie, gdzie grudki już człowieka dobijają?

Trzymajcie się, pa! 


_____________________

Chciałbyś skomentować post, jednak nie posiadasz konta Blogger ani Google? Pamiętaj, że zawsze możesz to zrobić anonimowo!

FB: https://www.facebook.com/atelieraiko/

Capri w akwarelach, czyli jak maluję na YT

Cześć, witam wszystkich!


Niemal dwa tygodnie temu zaczął się rok szkolny, to pewno zauważyliście, że aktywność na blogu jest mierna. Fejsbukowicze coś tam widzą, że próbuję to nadrobić fanpage'em - bo rzeczywiście, na tamtejszej stronie ostatnio działo się dużo.
Tak czy siak, niestety strona może tak właśnie wyglądać przez kolejne pół roku. W roku ubiegłym zdarzały się miesiące w których liczba postów nie przekraczała jednego albo wcale. Obiecuję, że postaram się robić noty tak często, jak tylko czas pozwoli, ale pamiętajcie, że na FB zawsze coś się raz na 2-3 dni pojawi ☺

Wchodząc napisać oto tego posta, po prawej stronie bloga trafiła na mnie piękna, cztero-zerowa liczba! Niesamowicie Wam dziękuję za tak częste wpadanie na Atelier! ☺ Taki zbieg okoliczności, że niemalże rok temu, też we wrześniu, (czyżby przy starodawnym poście z Jeleniem?) udało się wybić 1000 wyświetleń ☺
Druga mała sprawa, to sto pierwszy już lajk na fanpage'u. 
Uwielbiam Was, czytelnicy!


Wiecie, w jaki sposób nauczyłam się malować akwarelami? Oczywiście podstawy typu co z czym łączyć, jak łączyć, opanowałam na specjalnych zajęciach. Jednak najbardziej do nauki przydały się tutoriale.
Najbardziej pamiętam kanał kobiety, która malowała cudowne krajobrazy na A3, szczególnie taki jesienny, czerwony. Malowała tradycyjnie, bez żadnych konturów, farbą zaczęła i farbą skończyła. Widziałam to gdzieś dwa lata temu. I wiecie co, gdy teraz widzę malunki typu "kolorowanki" (czyli najpierw kontur zaznaczony na czarno, a później dodawanie kolorów), wydają mi się takie nieprawdziwe. Takie bez duszy, głębi. Zupełnie nie mam na myśli, że tworzenie typowo farbą wymiera, ale ten ostatni zwyczaj to dla mnie zwyczajne pójście na łatwiznę.

Powiecie mi, że robię podobnie? Nie robię podobnie. Ja nie upraszczam sobie roboty na początku. Prosto - moje pisakowanie to forma wydobycia charakteru. Przez to macie dowód, że praca jest moja ☺ 


Jak już wspomniałam, bardzo lubię oglądać filmy z rysowania. Teraz kolej na mnie!
Nagrałam własny Speed Drawing! 
W życiu próbowałam zrobić już taki trzy razy. Każdy z nich, pod względem rysunku, wyszedł dość kiepsko. A teraz nareszcie się udało ☺
Ogarnęłam nowy program do montowania i coś tam wyszło!
Zapraszam!


Jak na 2 mpx to film całkiem nieźle wyszedł, co nie? Od następnych będę użyczać telefonu mamy :P Widzę również kilka innych błędów, na które będę starała się zwracać uwagę. Od dwóch dni zaczynam zbierać na statyw.
Speed drawing jak speed drawing, mój prawdopodobnie nie nauczy nikogo malować, ale to za to możecie się dowiedzieć, jak mi to idzie.
Najbardziej chciałabym poznać Waszą opinię! 
Może takich tutoriali na kanale pojawi się więcej? ☺
 
________________________
Chciałbyś skomentować post, jednak nie posiadasz konta Blogger ani Google? Pamiętaj, że zawsze możesz to zrobić anonimowo!

FB:  https://www.facebook.com/atelieraiko/








#4 Koci szkicownik

Pora na jakiegoś rudego kota - Tigera. Tiger, nie mój, strasznie przypomina Garfielda.


Następnie mamy zobrazowany codzienny widok posiadacza kota, czyli kot w kartonie.


Na koniec możemy dorzucić świnkę morską pałaszującą kolbę kukurydzy.


Wszystkie zdjęcia mogliście obejrzeć już wcześniej na Facebooku, dlatego polecam i tą formę śledzenia Atelier, gdyż zazwyczaj to na nią trafiają prace jako pierwsze :) Jest szybciej, a za to na blogu można doczytywać inne informacje :) W dodatku, muszę podziękować za już 100 polubień! ♥
Trzymajcie się, 
Aiko

#3 Koci szkicownik

Chciałam wczoraj nagrać speed drawing, ale plan nie wypalił, bo kot nie wypalił.
***
Dziękuję wszystkim odwiedzającym i komentującym moje prace.
Jesteście dla mnie wsparciem, ot co.
W końcu nie przez przypadek blog niedługo osiągnie już 10 000 wejść!

Ktoś kiedyś mi powiedział, że mam "fajną, swoją kreskę".
Powiem Wam tajemnicę.
Żeby tak rysować, po prostu trzeba mieć kota.

A najlepiej dwa.




No to dorzucę jeszcze kwiatki!



Festiwal traktorów w Wilkowicach

Kolekcjonerzy z całej Polski, jak i nasi sąsiedzi, przybywają tu traktorami (zdarza się, że przyjeżdzają nimi kilkaset kilometrów) by pokazać innym koneserom oraz po prostu przechodniom swój dobytek. Im starszy, a lepiej zachowany, tym większy budzi podziw.

Ogólnopolski Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych w Wilkowicach i w tym roku zasmakował wielu imprezowiczom. Traktory nadal jednak stanowią niepowtarzalną atrakcję zarówno dla doświadczonych, amatorów, jak i dla dzieci, nierzadko też kobiet.

Mój tata i brat to wieloletni wystawcy tej imprezy, przyjeżdzający z ciągnikiem co roku. Taki klimat znałam od zawsze, nigdy mi jednak specjalnie nie sprzyjał. A tym razem posiedziałam tam dłużej, z całkiem niezłą robotą.
Otóż tamtejsza ekipa zaproponowała mi rysowanie w plenerze. Ciągników. Doświadczenie już miałam, pomysł niezły, nie mogłam się nie zgodzić. W dodatku niedaleko, wieś obok.

Oficjalne rozpoczęcie festiwalu miało miejsce o 10. Ja przyjechałam o 14, pora obiadowa, jednak dla imprezy okazała się być godziną szczytu. Ludzi pełno, i przy traktorach jak i przy stoiskach, ale nie tak samo pełno jak w ubiegłym roku - teraz dało się przynajmniej oddychać. Niestety los chciał, że z nieba zaczął lać się żar. Miały to być najgorętsze dni w sierpniu.

Pół godziny później znalazlam swój wybrany traktor - padło na uroczego Normaga - i wzięłam się za rysowanie. Potrzeba było zrobić zdjęcia i wrócić na własne stanowisko, gdyż Normag umieszczony był w dość ruchliwym miejscu, a słońce dawało niemiłosiernie.

Stanowisko (które z mojej perspektywy wyglądało tak: ja na ramie ciągnika, przede mną sztaluga, za nią kolejna sztaluga - z Ursusem i Zetorem z poprzednich postów - obok prowizoryczny statyw na telefon, po lewej krzesło z mamą, po prawej przejście z innymi traktorami, również przechadzający się ludzie) było osłonięte parasolem, czyli spokojnie dało się korzystać ze zdjęcia na ekranie.
Rysunek Normaga po paru godzinach został skończony węglem, na formacie B2 (70x50).

Szczerze powiem, że był to rewelacyjny wypad, niemożliwe, że tak dawno nie byłam na tak udanej zabawie. Mimo kurzu, aż do stanowisk z maszynami docierał zapach cudownie wypiekającego się na jednym ze stoisk chleba, a zieleń pobliskiego parku dawała wytchnienie zmęczonym przechodniom. To wszystko, zupełnie kontrastowo ale cudownie ze sobą się komponowało. Rozmieszczenie festiwalu nie zmienia się od lat.

Nawet nie zwróciłam uwagi, że się ściemniło.Kurz też wykonał swoją robotę.


 Normag w toku.


 Normag rysowany na przyczepie.


Normag narysowany! 
Jakość nie powala. Zdjęcie opracowane jest w czarno-białym efekcie, gdyż w oryginale wychodziła sepia.



Widoki z ciągnika. Pora obiadowa.



Ursus C-325, który również skradł moje serce. 


Normag prawdziwy! Uroczy, co nie?


Tak to mniej więcej wyglądało.









^