Festiwal traktorów w Wilkowicach

Kolekcjonerzy z całej Polski, jak i nasi sąsiedzi, przybywają tu traktorami (zdarza się, że przyjeżdzają nimi kilkaset kilometrów) by pokazać innym koneserom oraz po prostu przechodniom swój dobytek. Im starszy, a lepiej zachowany, tym większy budzi podziw.

Ogólnopolski Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych w Wilkowicach i w tym roku zasmakował wielu imprezowiczom. Traktory nadal jednak stanowią niepowtarzalną atrakcję zarówno dla doświadczonych, amatorów, jak i dla dzieci, nierzadko też kobiet.

Mój tata i brat to wieloletni wystawcy tej imprezy, przyjeżdzający z ciągnikiem co roku. Taki klimat znałam od zawsze, nigdy mi jednak specjalnie nie sprzyjał. A tym razem posiedziałam tam dłużej, z całkiem niezłą robotą.
Otóż tamtejsza ekipa zaproponowała mi rysowanie w plenerze. Ciągników. Doświadczenie już miałam, pomysł niezły, nie mogłam się nie zgodzić. W dodatku niedaleko, wieś obok.

Oficjalne rozpoczęcie festiwalu miało miejsce o 10. Ja przyjechałam o 14, pora obiadowa, jednak dla imprezy okazała się być godziną szczytu. Ludzi pełno, i przy traktorach jak i przy stoiskach, ale nie tak samo pełno jak w ubiegłym roku - teraz dało się przynajmniej oddychać. Niestety los chciał, że z nieba zaczął lać się żar. Miały to być najgorętsze dni w sierpniu.

Pół godziny później znalazlam swój wybrany traktor - padło na uroczego Normaga - i wzięłam się za rysowanie. Potrzeba było zrobić zdjęcia i wrócić na własne stanowisko, gdyż Normag umieszczony był w dość ruchliwym miejscu, a słońce dawało niemiłosiernie.

Stanowisko (które z mojej perspektywy wyglądało tak: ja na ramie ciągnika, przede mną sztaluga, za nią kolejna sztaluga - z Ursusem i Zetorem z poprzednich postów - obok prowizoryczny statyw na telefon, po lewej krzesło z mamą, po prawej przejście z innymi traktorami, również przechadzający się ludzie) było osłonięte parasolem, czyli spokojnie dało się korzystać ze zdjęcia na ekranie.
Rysunek Normaga po paru godzinach został skończony węglem, na formacie B2 (70x50).

Szczerze powiem, że był to rewelacyjny wypad, niemożliwe, że tak dawno nie byłam na tak udanej zabawie. Mimo kurzu, aż do stanowisk z maszynami docierał zapach cudownie wypiekającego się na jednym ze stoisk chleba, a zieleń pobliskiego parku dawała wytchnienie zmęczonym przechodniom. To wszystko, zupełnie kontrastowo ale cudownie ze sobą się komponowało. Rozmieszczenie festiwalu nie zmienia się od lat.

Nawet nie zwróciłam uwagi, że się ściemniło.Kurz też wykonał swoją robotę.


 Normag w toku.


 Normag rysowany na przyczepie.


Normag narysowany! 
Jakość nie powala. Zdjęcie opracowane jest w czarno-białym efekcie, gdyż w oryginale wychodziła sepia.



Widoki z ciągnika. Pora obiadowa.



Ursus C-325, który również skradł moje serce. 


Normag prawdziwy! Uroczy, co nie?


Tak to mniej więcej wyglądało.









12 komentarzy:

  1. Nie interesuję się motoryzacją ani nic takim, ale stare maszyny mają w sobie to coś. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się. Fajnie się je rysuje.

      Usuń
  2. Mam podobne zdanie jak World Meg :), Twoje rysunki są świetne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne prace, a festiwal wydaje się bardzo ciekawy. Jeśli chodzi o takie klimatyczne maszyny to ja uwielbiam parowozy i mam nadzieję, że kiedyś pojadę na zlot parowozów w Wolsztynie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ciekawy festiwal, totalnie nietypowy, ale kurcze- chciałabym to zobaczyć! Rysunek za to swietny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super są te Twoje rysunki traktorów, choć ja się totalnie na tym nie znam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne są takie stare maszyny. Rysując je węglem mają jeszcze więcej uroku :D Sama mieszkam na wsi, ale rzadko widzę jakieś stare traktory, ciągniki itp.
    pozdrowionka
    Saphira
    zkredkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesting post!
    I`m following ur blog with a great pleasure via GFC

    Please join me - http://sunnyeri.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

^