Japońska uliczka

Jeśli zadano by mi pytanie, co ja tak najbardziej lubię w Japonii, to jedną z dwudziestu odpowiedzi stanowiłyby uliczki.
Wyjątkowy klimat tego kraju w największym stopniu odczuwalny jest w naturze. Za słowem 'wyjątkowy' kryją się szklane wieżowce wznoszone tuż przy Torii. Albo klaustrofobiczne kable, które wyglądają tak, jakby zaraz chciały nam spaść na głowę. Lub slumsy na obrzeżach bardzo zmodernizowanego tymczasem miasta (mówię o Osace). I reszta innych wariactw też się do tego kwalifikuje.
Odstępując od wszelakich niebezpieczeństw i nie wdrażając się w sprawy społeczne, dochodzę
do wniosku, że te cuda mają jakiś urok.

Także i taką uliczkę Wam prezentuję. 
Rysowana plus minus półtora miesiąca, z przerwami na jedzenie, spanie, i inne, rzecz jasna. Ferie wykorzystane od początku do końca.
Duże formaty mi sprzyjają, dlatego i tu postawiłam na 100x80.
Pastele suche.





A tak po tej walce wyglądają moje przybory:


Najwięcej poszło szarości i brązów.

Pewnie nie jest to pierwsza i ostatnia uliczka, jaką będę rysować.
Zauważyliście, że ściemniłam trochę barwy bloga? To dlatego, że na niektórych ekranach poprzedni ton tak wbijał się w oczy, że trudno było cokolwiek przeglądać. Nie mogłam tego zauważyć wcześniej, gdyż na moim laptopie jak i telefonie odbiór barw jest inny ;) Mam nadzieję, że teraz jest już dobrze i nikogo nie będę razić po oczach.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^